pl
en
ja

10 rzeczy, które warto zrobić w Japonii

16:03 10 listopada 2015
Sezamie,otwórz się!(12)

10 rzeczy, które warto zrobić w Japonii16:03 10 listopada 2015

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+

Poniżej mój bardzo subiektywny ranking 10 rzeczy, których sama w Japonii doświadczyłam, i które polecam też Wam:

 

1. Odmoknij w onsenie

Czyli gorących źródłach. Tak, kąpiemy się tam nago (oczywiście panie i panowie oddzielnie), ale uwierzcie mi, warto odrzucić wpojone nam poczucie wstydu w stosunku do nagiego ciała, żeby zanurzyć się w leczniczych wodach ogrzewanych przez wulkany. Jeśli boicie się popełnić faux pas przy wchodzeniu, zapoznajcie się najpierw, jak wygląda „procedura” korzystania z onsenu, aczkolwiek wystarczy zapamiętać tylko dwie rzeczy:  spłukujemy mydło przed zanurzeniem się w basenie i nie moczymy ręcznika w wodzie. Japonia posiada tysiące gorących źródeł, zarówno tych dzikich i za darmo, jak i tych obudowanych ryokanami (pensjonatami). Każdy onsen ma inny skład wody i inne właściwości lecznicze. Ja polecam te, które mają rotemburo (basen na świeżym powietrzu), najlepiej z ładnym widokiem (np. na szczycie góry). Na trasie Tokio-Kioto jest „onsenowe królestwo”, czyli Hakone, gdzie możecie przebierać w onsenach, jak w ulęgałkach. W dużych miastach trzeba uważać, żeby trafić do prawdziwego onsenu, a nie sento, czyli łaźni publicznej, w której kąpiemy się w zwykłej, wodociągowej wodzie.

 

2. Idź do kaiten zushi

Może mam mało wyrafinowany gust – chodziłam do różnych restauracji sushi, ale wciąż najbardziej smakuje mi w kaiten zushi, czyli w „obrotowym sushi”. Jeśli na obrotowym pasie akurat nie ma nic, co by Was interesowało, na panelu dotykowym przy stole wybieracie z menu to, co Wam odpowiada (są też zupy i desery), zamawiacie i za 5 min. ląduje to na Waszym stole. Polecam sieci Kappazushi i Sushiro, choć pewnie każdy region ma swoje kaiten zushi. Jeden talerzyk to 100 jenów, czyli 3zł. Już nigdy nie będziecie chcieli kupować sushi w Polsce, gdzie cena jest 5x wyższa, a jakość gorsza. Dodatkowym plusem jest darmowa zielona herbata.

 

3. Zrób coś

Czy może być piękniejsza pamiątka z pobytu w Japonii niż własnoręcznie zdobione lakowane pudełko lub czarka do herbaty? Jednym z moich najmilszych wspomnień w Kioto są warsztaty wagashi, czyli japońskich słodyczy, na których ulepiłam 3 rodzaje ciastek, w tym jedno w kształcie chryzantemy, którą robiło się dosłownie tnąc masę fasolową nożyczkami, płatek po płatku. Co ciekawe zdjęcia moich ciastek, które wrzuciłam na Picasę, wciąż krążą po internecie (pierwsze od góry, autor nazywa je „małymi arcydziełami sztuki”, więc wybaczam mu nadużycie praw autorskich;) Tutaj umówicie się na warsztaty ze słodyczy, w Muzeum Sztuki Tradycyjnej robią warsztaty z farbowania tkanin,  ta strona wydała mi się najlepsza, bo oferuje bardzo różnorodne warsztaty ze zdobienia pudełek drewnianych i lakowanych oraz wachlarzy, ale nie ma wersji angielskiej, choć twierdzą, że robią też warsztaty dla obcokrajowców. Własny wachlarz możecie ozdobić w Ogiya Hangesho, a drzeworyty lub woreczki na kadzidła wykonać w Centrum Rzemiosła Kioto. Przy planowaniu warsztatów zwróćcie uwagę nie tylko na cenę, ale i na miejsce, np. Muzeum Sztuki Tradycyjnej położone jest blisko Higashiyama i świątyni Heian Jingu, więc dostanie się tam nie zajmie Wam zbytu dużo czasu.

 

4. Pobuszuj w Chicago

Miało być subiektywnie i jest. Chicago to mój ukochany vintage shop jeszcze z czasów studiowania w Japonii. Oferują niesamowity miszmasz ubrań  – od hawajskich koszul po kimona. Ukochałam ten sklep za świetnej jakości vintagowe sukienki w piękne wzory i choć obecnie daleko mi do tej stylistyki, wciąż chodzę tam napaść oczy. Obecnie natomiast zakupy robię w części kimonowej – można tam dostać kimona i yukaty całkiem niezłej jakości. Jeśli wolicie coś mniejszego, wybierzcie chusty furoshiki lub tradycyjne japońskie kopertówki (do kimona, ale do sukienki też się nadadzą). W Chicago w Kioto dział kimonowy zajmuje całe piętro. Ceny od 60-200zł. Uprzedzam – ustalcie godzinę, o której stamtąd wyjdziecie;)

 

5. Zjedz bento

Słynne japońskie lunchboxy – można kupić w kombini (convenience store), ale ja polecam wybranie się do bentoya, czyli sklepu z bento – wtedy macie pewność, że bento jest świeże, no i będzie ciepłe (nie dzięki mikrofali). 2 minuty na piechotę od hostelu K’s house w Asakusie jest sklep z bento – wybieracie wskazując na zdjęcie lunchu (albo śniadania, jak kto woli) na plakacie. Ceny od 10 do 30zł. Przy okazji – bento z kombini zawiera nie tylko konserwanty -nie wiem czy tak jest zawsze, ale ja się kiedyś doczytałam wybielacza w ryżu.

 

6. Zadbaj o interakcje z tubylcami

Wiem, że brzmi oklepanie, ale myślę, że zwłaszcza gdy podróżujemy nie w pojedynkę, liczba interakcji z „lokalną ludnością” zdecydowanie spada. Nie pozwólcie na to! Rozmawiajcie z hostelowym staffem, jak ktoś Was zagada na ulicy, pociągnijcie rozmowę. Japończycy, gdy są u siebie, są bardzo towarzyscy i otwarci. Pamiętam jakiegoś dziadka, który widząc mnie kręcącą się bez celu przy bramie Kaminarimon w Asakusie, oprowadził mnie po okolicy, na dodatek tłumacząc wszystko po angielsku. Pogawędka polskich znajomych, którzy podróżowali na rowerach, zakończyła się darmowym noclegiem. Nie wiecie, o czym mielibyście rozmawiać? To spytajcie co najlepiej zobaczyć/gdzie można najlepiej zjeść/co polecają Wam osoby, z którymi rozmawiacie. Zakładam się, że jak przeprowadzicie ze trzy takie rozmowy, przynajmniej raz padnie propozycja, żeby pójść razem z Wami albo gdzieś Was zaprowadzić.

 

7. Obejrzyj przedstawienie kabuki

Wstyd się przyznać, ale dopiero gdy byłam nasty raz w Japonii, zawitałam do teatru kabuki. Sztuka była w miarę krótka (to była chyba tylko część sztuki zresztą). Nie załapałam się na słuchawki z angielskim tłumaczeniem, bo ze starojapońskim u mnie słabo, ale mimo to bawiłam się świetnie! Trafiliśmy akurat na komedię i choć siedzieliśmy dość daleko, bo na tylnym balkonie, nie mogłam się nadziwić wspaniałym strojom i dekoracjom. Zdecydowanie polecam!

 

8. Pojedź na wieś

Niekoniecznie może mam tu na myśli taką wieś z krowami, chociaż w Japonii w ogóle krowy to można spotkać tylko na Hokkaido (bo tylko tam jest płasko i są pastwiska) – chodzi bardziej o wyrwanie się z metropolii i zasmakowanie bycia w obcym kraju, gdzie krajobraz nie przypomina nam każdego innego wielkiego miasta. Bambusowe gaje, pola ryżowe, malutkie stacyjki, gdzie nie ma nawet konduktora, przygarbione babcie sięgające nam, obcokrajowcom, do pasa – cały ten „inny świat” jest na wyciągnięcie ręki, trzeba się tylko ruszyć poza utarte szlaki. Osobom gotowym na wyzwanie polecam poświęcenie paru dni na zamieszkanie na wsi z japońską rodziną i pracę dla niej w ramach wolontariatu.

 

9. Wybierz się na pieszą wycieczkę z Kurama do Kibune

Uwielbiam to miejsce. Jedzie się ze 30 min. ze stacji Demachiyanagi w Kioto. Kurama i Kibune to małe miasteczka położone w zalesionych górach na północ od Kioto, połączone szlakiem wiodącym przez las. Kibune jest znane z tzw. kawadoko, czyli restauracji położonych dosłownie na rzece (goście jedzą na platformie, pod którą znajduje się strumień). Stanowią one cudowne schronienie podczas upalnego lata. Z kolei w Kurama jest przyjemny onsen z rotemburo. Nie do końca pamiętam, czy szlak ma jakieś oznaczenia, ale ciężko się zgubić. Po drodze nie spotkamy żywej duszy, a krakanie kruków w koronach drzew i splątane korzenie u stóp nadają spacerowi lekkiej grozy;) Tutaj znajdziecie relację z wędrówki (niestety zdjęcia są słabe). Pamiętajcie, że w Japonii nawet latem szybko się ściemnia i nie ryzykujcie (tak jak ja) wędrówki po omacku.

 

10. Idź na festiwal

Ten ostatni punkt niestety musi być dość ogólny, bo to, jaki to będzie festiwal, zależy od miejsca i czasu. Natomiast uważam, że przed wyjazdem, gdy już mamy rozplanowany grafik i wiemy gdzie kiedy będziemy, należy sprawdzić, czy w tym czasie nie trafimy na jakiś lokalny festiwal, czyli matsuri. Stoiska z pieczonymi kalmarami i jabłkami oblanymi karmelem, rytm bębnów, młode (i stare:) Japonki ubrane w yukaty, lampiony zapalane o zmroku, taniec, muzyka i ogólna atmosfera święta sprawia, że nawet obcokrajowiec przestaje być obiektem ciekawskich spojrzeń:) Jeśli jedziemy do Japonii latem, sprawa jest w miarę prosta – ciężko będzie NIE trafić na jakiś festiwal. Z tych większych gorąco polecam Awa Odori w Tokushimie.

Na mojej liście nie ma takich „oczywistych” rzeczy jak:  przejażdżka shinkansenem, karaoke, wizyta w maid cafe czy w Harajuku, ale uprzedzałam, że lista będzie subiektywna:) Najważniejsze, żeby mieć otwartą głowę i nie bać się zbaczać z utartych szlaków. Zachęcam do dodawania w komentarzach Waszych „must do” w Japonii.

 

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Popularne posty

  • Oshogatsu, czyli Nowy Rok

    Oshogatsu, czyli Nowy Rok

    Wywiad z Ryotaro o japońskim Nowym Roku znajdziecie tutaj. Poniżej prezent ode mnie – infografikaCzytaj więcej
  • Refleksje po pobycie w Japonii

    Refleksje po pobycie w Japonii

    Wczoraj popołudniu wylądowałam z powrotem na lotnisku Chopina, czas więc na parę refleksji oraz update’ów dotyczących pobytu w Japonii, bo sporo się ostatnio pozmieniało. Dla tych, którzy nie śledzili mojej podróży na Instagramie, skrót mojego pobytu: Tokio (zwiedzanie, zakupy) – …Czytaj więcej

Newsletter