pl
en
ja

Internet i komunikacja w Japonii

12:34 27 lutego 2018

Internet i komunikacja w Japonii12:34 27 lutego 2018

Na początku lutego w końcu udało mi się spełnić jedno z moich największych marzeń – po wielu latach oczekiwania nareszcie udało mi się pojechać do Japonii! Był to co prawda jedynie 10-dniowy wyjazd, ale dla mnie liczył się sam fakt, że w końcu udało mi się przekroczyć granice mojego ukochanego kraju.

Nie była to jedynie moja pierwsza podróż do Japonii, ale również pierwszy lot samolotem – w związku z tym od samego początku mojej wycieczki wszystko było dla mnie absolutnie nowe.  Pomyślałam więc, że jako kompletny nowicjusz podzielę się z Wami kilkoma spostrzeżeniami i radami, które mogą Wam się przydać, jeśli sami po raz pierwszy wybieracie się do Japonii i nie do końca wiecie czego się spodziewać.

Pierwsza niespodzianka spotkała mnie już w samolocie. W pewnym momencie pani stewardessa przyniosła mi dwa arkusze do wypełnienia. Oprócz podania niektórych danych osobowych, musiałam także oświadczyć, że nie wwożę narkotyków, broni, ani innych niebezpiecznych, ewentualnie –  wątpliwie legalnych przedmiotów (bo oczywiście, gdybym ktoś je wwoził, to na pewno by się do tego przyznał ;)).

Jednak inną, ważniejszą rzeczą, o którą zostałam zapytana był mój przyszły adres zamieszkania w Japonii – trzeba go więc  było znać. Niby to taka głupia formalność, ale przy kontroli zostałam jednak cofnięta, żeby coś tam dopisać.

Pamiętajcie, że o ile nie wykupicie sobie Internetu w ramach oferty linii lotniczych, z których korzystacie, to nie dacie rady niczego sprawdzić online – zanotujcie więc sobie na wszelki wypadek adres, sposób dojazdu, czy inne rzeczy, które Waszym zdaniem mogą Wam się później przydać.

Skoro mowa o Internecie – jak się zapewne domyślacie, możecie zapomnieć o wszystkich waszych pakietach, z których korzystacie w Polsce. Nawet nie próbujcie włączać od razu po przylocie transmisji danych – no chyba, że chcecie się szybciutko pożegnać ze wszystkimi Waszymi pieniędzmi.

Na samym lotnisku jest oczywiście darmowe wi-fi, ale poza nim nie jest to już niestety zbyt często spotykane zjawisko. Nie spodziewajcie się go w każdej kawiarni, czy galerii handlowej – w Japonii większość ludzi korzysta z własnego Internetu. No dobrze, ale skąd go wziąć? Czy trzeba podpisywać jakieś umowy, wykupywać drogie abonamenty i załatwiać milion formalności?

Jeśli planujemy zostać w  Japonii na jakiś dłuższy okres, to być może tak – w przypadku krótkiego pobytu mamy na szczęście mniej kłopotliwe opcje.  Pierwszą z nich jest zakup Internetu w… automacie, który znajdziemy na lotnisku. Na pewno słyszeliście o japońskich super-wygodnych automatach znajdujących się na każdym rogu – szczęśliwie dla nas, turystów, znajdziemy wśród nich również takie, które sprzedają specjalne karty SIM z Internetem.

W zależności od automatu znajdziemy w nim karty z pakietami różnej wielkości, na różną ilość dni i o różnej cenie. Te na lotnisku są niestety dość drogie – w automatach, które znalazłam na Naricie, najtańsza karta na 7 dni kosztowała 2500 yenów (w sklepie z elektroniką znalazłam później taką samą za 1944 yeny).

Inną opcją dostępną bezpośrednio na lotnisku jest wypożyczenie przenośnego modemu z internetem. Na Naricie aż roiło się od stoisk oferujących tego typu usługi. Ponieważ spieszyłam się na pociąg, nie mogłam się im przyjrzeć bliżej, jednak sama procedura nie wydawała mi się zbyt skomplikowana – podchodzisz, wypełniasz kilka papierów, dokonujesz należnej opłaty i zabierasz ze sobą modem, który zwracasz podczas swojej kolejnej wizyty na lotnisku. Ciężko mi stwierdzić, która z tych opcji jest lepsza, ale mogę Was zapewnić, że mój 7-dniowy Internet na kartę działał bez zarzutu 😉

Tym, którzy mimo wszystko chcą próbować polować na darmowe wi-fi polecam natomiast pozbieranie ulotek porozkładanych na lotnisku, w których mowa jest o różnych przydatnych aplikacjach ułatwiających poszukiwanie darmowych hotspotów, m.in. o „Japan Connected-free Wi-Fi” oraz „Travel Japan Wi-Fi”.

Jeżeli chodzi o rzecz, która zaskoczyła mnie po przylocie zdecydowanie najbardziej i przed którą chcę Was ostrzec, to są nią koszty transportu. Przygotujcie się na to, że jest drogo, drożej niż w Warszawie. A w Tokio to już w ogóle – chociaż pociągów, z których możemy skorzystać jest do wyboru, do koloru  (a stacje przesiadkowe to istne labirynty – raz musiałam się pytać trzech osób o drogę, żeby trafić w końcu na dobry peron) – jazda nimi do najtańszych niestety nie należy (sama wydawałam na przejazdy średnio 1000 yenów dziennie, a nie pokonywałam żadnych szalonych dystansów).

Plusem jest jednak to, że płaci się za liczbę przejechanych kilometrów, nie za czas podróży – nie musicie więc panicznie kalkulować iluminutowy bilet kupić, ani obawiać się, że przestanie on być ważny zanim dojedziecie do celu i, jak na złość, złapią Was na kontrolę.  A żeby było jeszcze wygodniej, to wcale nie musicie kupować codziennie stosu kartonikowych biletów – możecie zamiast tego wyposażyć się w swego rodzaju kartę miejską, którą można doładowywać w zależności od potrzeb.

Wyrobienia takiej karty można dokonać od ręki, na każdej stacji w automacie z biletami! Rodzajów kart jest kilka, ja korzystałam z karty o nazwie „Pasmo”. Aby ją kupić należało najpierw wpłacić depozyt w wysokości, bodajże, 500 yenów (który możemy odzyskać, jeżeli zechcemy zwrócić kartę),a potem wybraną przez siebie kwotę i po kilku kliknięciach miało się do dyspozycji kartę, której od tej pory można było używać zamiast biletów przy wchodzeniu lub wychodzeniu przez bramki na stacjach.

Kolejnym plusem był fakt, że za każdym razem, gdy przyłożyło się kartę do czytnika bramki, wyświetlała się ilość pozostałych na niej pieniędzy – można więc było kontrolować swoje wydatki. Co więcej Pasmo mogło też pełnić funkcję karty debetowej w niektórych przypadkach – można nim było czasem płacić w automatach z napojami, czy przekąskami.

Dziś to na tyle, jeżeli chodzi o moje wskazówki na dobry początek wycieczki po Japonii ;).  Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości albo pytania o jakieś inne kwestie, o których tu nie wspomniałam –  piszcie śmiało!  Postaram się odpowiedzieć na wszystkie najlepiej jak potrafię!

 

Agata Krukowska

 

 

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

gosia napisał(a):

Świetne informacje 🙂 czekam na więcej szczegółów 🙂 Sama planuje wyjazd do Japonii, dlatego wszystko z chęcią będę chłonąć jak gąbka 🙂

Maniek napisał(a):

Jak w Japonii wygląda kwestia planowania podróży lokalnych? Japończycy mają swoją aplikację do wyszukiwania połączeń typu JakDojade, korzystają z GoogleMaps, czy wystarcza im klasyczny rozkład jazdy :D?

WsjjADM napisał(a):

Nie wiem, jak robią Japończycy, ale ja polecam stronę http://www.hyperdia.com/. Choć nie wygląda na zaawansowaną, połączenia są dobrze opisane włącznie z czasem przesiadki.

Popularne posty

  • 6 powodów, dla których nie warto uczyć się japońskiego;)

    6 powodów, dla których nie warto uczyć się japońskiego;)

    Pewnego dnia wstałeś i stwierdziłeś, że będziesz uczył się japońskiego? Będziesz oryginalny, koledzy będą Cię prosić, żebyć im przetłumaczył tatuaże, a koleżanki będą omdlewały na dźwięk słów „Aishiteruyo”. Tak? No to może zanim zapiszesz się na kurs, przeczytaj poniżej 6 …Czytaj więcej
  • Obon – japońskie święto zmarłych

    Obon – japońskie święto zmarłych

    Jeśli planujesz podróż do Japonii, jednym z okresów stanowczo odradzanych podróżnym jest okres obon – japońskiego święta zmarłych. Trwa on od 13 do 16 sierpnia (choć zależnie od regionu daty mogą być inne) i na równi z Nowym Rokiem stanowi …Czytaj więcej

Newsletter