Jednym z największych problemów obecnego japońskiego społeczeństwa, jest jego starzenie się. Spadający współczynnik urodzeń nie tylko ma negatywny wpływ na ekonomię, ale niesie ze sobą również wiele innych przykrych konsekwencji. Więcej starszych osób i coraz mniej tych młodszych, skutkuje w końcu zwiększającą się liczbą samotnych jednostek wśród tych pierwszych. Ponieważ coraz mniej Japończyków decyduje się na posiadanie dzieci, zmienia się również ich sposób postrzegania rodziny. Choć dawniej dla większości naturalnym wydawało się to, że dzieci powinny zajmować się swoimi rodzicami na starość, obecnie nie jest to już tak oczywiste.

Obejrzałam wczoraj dokument, dotyczący kodokushi (孤独死), czyli problemu umierania w samotności. Według jednego z mężczyzn wypowiadających się w tym dokumencie, liczba osób, które na starość pozostają same i, w konsekwencji czego, umierają w swoich mieszkaniach bez niczyjej wiedzy, stale wzrasta. W dokumencie wystąpił również pracownik firmy, zajmującej się sprzątaniem mieszkań, po odkryciu śmierci ich właścicieli. Opowiadał on między innymi o tym, że często, to nie rodzina, czy przyjaciele są pierwszymi, którzy orientują się o śmierci danego zmarłego, lecz jego sąsiedzi – zaalarmowani nieprzyjemnym zapachem dochodzącym z jego mieszkania. Niekiedy mija więc naprawdę dużo czasu, zanim dana osoba otrzyma godny pochówek. W dokumencie zostały pokazane ujęcia z mieszkań, z których to właśnie dopiero po tak długim czasie wyniesiono ciało zmarłej osoby. Był to naprawdę niesamowicie smutny widok.

Właściciel jakiejś japońskiej knajpy opowiadał również o tym, jak to do jego stałych klientów należy grupa starszych osób z sąsiedztwa, które przychodzą do jego lokalu nawet kilka razy dziennie, bo poza nim, nie mają się praktycznie do kogo odezwać.

W dokumencie tym zwrócono jednak uwagę, że, na szczęście, nie wszyscy przechodzą obok losu osamotnionych starszych osób obojętnie. Niektórzy decydują się na wolontariat polegający na najzwyklejszym w świecie odwiedzaniu samotnie mieszkających starszych osób. Podkreślano jednak również, że to nie tak, że ofiarami kodokushi padają jedynie ludzie, którym nie udało się wcześniej założyć rodziny i po prostu nie mają nikogo, kto mógłby się nimi na starość zaopiekować – w dokumencie występowały także osoby, które doczekały się dzieci, a nawet wnuków, a jednak skończyli żyjąc samotnie. Jedni twierdzili, że choć wiedzą, że mogą poprosić o pomoc swoje dzieci w każdej chwili, to nie chcą być dla nich problemem, inni uważali, że zostali całkowicie porzuceni przez swoje rodziny.

Oglądając ten dokument czułam przepełniający mnie smutek – jak myślicie, co Waszym zdaniem doprowadziło do tego, że kodokushi stała się tak często spotykanym zjawiskiem? Co według Was byłoby najlepszym sposobem na rozwiązaniem, a przynajmniej zminimalizowaniem tego problemu? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach!

 

Agata Krukowska