Chyba najczęściej poruszanym ostatnio tematem, czy to w mediach, czy to nawet w zwykłej rozmowie ze znajomymi, jest koronawirus. Kilka osób pytało się mnie, jak sytuacja wygląda w Tokio, więc postanowiłam się podzielić swoimi obserwacjami również na blogu.

Gdy pojawiły się pierwsze oficjalne doniesienia o wirusie z Wuhan w styczniu, w Japonii było jeszcze zupełnie spokojnie – a przynajmniej wtedy nie rzucało mi się w oczy jeszcze nic niezwykłego. Wszyscy mieli pewnie nadzieję, że cała sytuacja skończy się na strachu i że wirus zostanie pokonany, zanim wymknie się spod kontroli i pojawi się również w innych państwach.

Niestety, jak wszyscy wiemy – tak się nie stało.  Japonia była jednym z pierwszych krajów, do których wirus się przedarł. Na początku były to jedynie pojedyncze osoby, ale to już wystarczyło, żeby koronawirus stał się głównym tematem wszelkich rozmów i wiadomości. Później dołączyły do tego doniesienia o statku w Yokohamie i wtedy już naprawdę można było wyczuć w powietrzu nerwową atmosferę. Maseczki, chusteczki i żele bakteryjne wyprzedały się w mgnieniu oka. Koleżanka pracująca na kasie w supermarkecie, opowiadała mi o rodzinach, które pomimo kupienia całego kartonu (!) maseczek, dopytywały się, czy nie mają gdzieś na zapleczu jeszcze więcej. W pociągach, tak co najmniej, ¾ osób nosi maseczki. Raz widziałam nawet pana w foliowych rękawiczkach.

W praktycznie każdym sklepie, restauracji, czy innych istotnych miejscach publicznych, przy wejściu lub przy kasie znajdziemy dozownik z płynem antybakteryjnym. Wiele lokali zdecydowało się również na zamieszczenie gdzieś na widoku oficjalnego oświadczenia, informującego o tym, że pozwolono pracownikom na noszenie maseczek ze względów bezpieczeństwa. Instrukcje, jak poprawnie myć ręce, pojawiają się dosłownie wszędzie.  Na stacjach można usłyszeć komunikaty, zalecające unikania zatłoczonych pociągów.

Pomimo tych wszystkich zmian, moja codzienność niewiele się różniła od mojej codzienności „sprzed czasów koronawirusa”. Dopiero jakieś 2 tygodnie temu, po raz pierwszy poczułam jego negatywny wpływ na moje prywatne życie. Choć przez dłuższy czas większość moich znajomych nie wydawała się jakoś super strasznie martwić kwestią przedostania się wirusa do Japonii i twierdziła, że tak długo, jak przestrzegać się będzie podstawowych zasad higieny osobistej, nie powinno nam nic grozić,  niektórzy z moich koleżanek i kolegów mieli inne zdanie.

Jedna z koleżanek odmówiła, gdy zaprosiłam ją na wspólny wyjazd, podając za argument koronawirusa, inna odwołała wyjście na kawę w Shinjuku, bojąc się tłumów i koronawirusa. Jeszcze inna bała się pójść na karaoke, bo „zbiera się tam dużo ludzi i jest tam teraz pewnie niebezpiecznie”.  Wszystkie te sytuacje uświadomiły mi, że strach w Tokio zaczyna wrastać na sile. Jakoś ze dwa tygodnie temu pojawiły się decyzje o profilaktycznym zamknięciu szkół, odwołaniu różnych eventów i uroczystości. Zamknięto również Disneyland i kilka innych parków rozrywki. Zaczęły się także zamykać niektóre świątynie.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły do mnie docierać informacje, że część moich znajomych zrezygnowała ze swoich, od dłuższego czasu planowanych, wyjazdów – zarówno tych po Japonii, jak i zagranicę.  Z kolei jakoś w przeciągu ostatniego tygodnia dotarło do mnie pierwsze zdjęcie pustych półek sklepowych, na których powinien był stać papier toaletowy. Podobno w internecie pojawiła się plotka,  że niedługo cały papier się wyczerpie, bo przestanie być sprowadzany z Chin (co jest nieprawdą, biorąc pod uwagę fakt, że w większości jest on produkowany w samej Japonii), więc trzeba łapać, co zostało. Słyszałam też wersję, że z powodu wyprzedania się maseczek, część  osób zdecydowała się na ich własnoręczną produkcję, używając do tego właśnie papieru toaletowego, co z kolei poskutkowało tym, że ten również się wyprzedał.

Pomimo tych wszystkich zmian, ja sama postanowiłam zostać przy swojej codzienności – trzymam się zdania, że tak długo, jak będę zachowywać podstawowe środki ostrożności, powinno być okej. Wydaje mi się, że popadanie w panikę jest najgorszym, co można zrobić, w tego rodzaju sytuacjach. A jaka jest Wasza opinia na ten temat?

 

Agata Krukowska