Znacie to  – scrollujecie Netfliksa, Amazon Prime’a, czy inne HBO GO w poszukiwaniu tego jedynego filmu na wieczór i konsekwentnie omijacie taki jeden, bo po jego okładce i krótkim opisie, jesteście przekonani, że to nie rozrywka dla Was? Aż wtem, pewnego dnia, osoba, z którą chcecie coś pooglądać, wskazuje właśnie na ten film i gdy w końcu decydujecie się go obejrzeć, okazuje się, że była to jedna z lepszych produkcji, jakie widzieliście? Ja tak miałam z filmem   Kamera o Tomeru na!, czyli Jednym cięciem.

Krótki opis tego filmu, który tak niesamowicie mnie na początku zniechęcał, brzmiał, mniej więcej, tak: „Ekipa filmowa stara się nakręcić niskobudżetowy film o zombie. Co się stanie, gdy na planie pojawią się jednak prawdziwi nieumarli?”. Po jego przeczytaniu, oczyma wyobraźni widziałam już dziesiątki tandetnych scen, z dużą ilością krzyków i sztucznej krwi, które, choć miały przerażać, to raczej bawią lub wpędzają widza w zażenowanie. Nie spodziewałam się ani ciekawej fabuły, ani żadnego większego w sensu – ot, milion setny z kolei film o zombie.

Bardzo, oj bardzo, się myliłam. Nie chcę Wam nic pisać o fabule, bo to jedna z tych produkcji, o których warto wiedzieć jak najmniej. Na zachętę  powiem Wam tylko, że choć film Jednym cięciem wystartował w 2017 roku z budżetem o wysokości zaledwie 3 mln jenów (jakieś 117 tys. złotych) i na początku był wyświetlany zaledwie w kilku kinach, to ostatecznie zarobił swoją tysiąckrotną  wartość i stał się światowym fenomenem.

Niestety film nie dotarł jeszcze na polskiego Netfliksa, ale można go obejrzeć na Amazon Prime. Naprawdę polecam go wszystkim fanom niekonwencjonalnego kina.  Moja koleżanka, która poleciła mi Kamera o Tomeru na! i z którą go ostatecznie obejrzałam, zastrzegła, że początek może mi się wydawać nudny i zniechęcić do dalszego oglądania, ale mam pod żadnym pozorem nie przerywać. Dla Was mam dokładnie taką samą radę – obejrzyjcie do końca, bo naprawdę niesamowicie warto! 😉

Agata Krukowska